„Nie jesteś swoimi myślami!” co to oznacza?

Każdy z nas doświadczył lub wciąż doświadcza sytuacji, w których bezgranicznie wierzy swoim myślom. „Jestem beznadziejna”, „Ona na pewno mnie zdradza”, „Życie jest niesprawiedliwe”, „Nie mam czasu”, „Ciągle mam pecha”, „Nie zasługuję na szczęście” […]. Przykłady można mnożyć i mnożyć, ale już na pewno wiecie, co mam na myśli. Chcę wam dziś uświadomić najważniejszą rzecz, jaką odkryłam jakiś czas temu, a która pozwala mi tworzyć moje wymarzone życie. Nie jesteś swoimi myślami! Brzmi jak pusty slogan wykrzykiwany przez mówców motywacyjnych, którzy rzadko zagłębiają się w jego znaczenie. Dlatego dziś to sobie dokładnie wyjaśnimy, bo bez zrozumienia tego zdania, żaden samorozwój nam nie pomoże.

Skąd się biorą myśli?

Myśli rodzą się dzięki pracy mózgu i tworzą się na skutek wszystkiego, co nas ukształtowało. Każda nasza myśl, ma w rzeczywistości co najmniej cztery aspekty – behawioralny (reakcja organizmu), kulturowy, podmiotowy, i społeczny. Pisał o tym Ken Wilber w książce „Krótka historia wszystkiego”. Myśli są spójne z naszymi przekonaniami. Jeśli mamy przekonanie, że nigdy nie osiągniemy sukcesu zawodowego, mózg będzie wytwarzał myśli oparte o to właśnie przekonanie np. „Nie wyślę CV do tej firmy, bo i tak mnie nie przyjmą. Po co skazywać się na kolejne rozczarowanie”.

Czym są nasze myśli?

Myśli to nasza własna iluzja rzeczywistości. Często ta iluzja tak dobrze udaje rzeczywistość, że nawet nie przyjdzie nam do głowy, że może to być nieprawda. Najgorsze są myśli wywołane przez silne emocje. Są one tak silne, że potrafimy się nimi karmić nawet przez miesiące czy lata. W ciężkich przypadkach wierzymy w nie całe życie. Możemy myśleć, że jesteśmy beznadziejni, a nasze życie nie ma sensu. Doprowadzamy samych siebie do szału a w końcu do depresji lub innych chorób psychicznych. Przestajemy sobie z nimi radzić i wmawiamy sobie, że tak musi być, przechodząc przez życie, nie wiedząc, czym ono jest. Wszystko sprowadza się do zrozumienia, że nie jesteśmy swoimi myślami, a nasze myśli tylko udają rzeczywistość.

Nie jesteśmy swoimi myślami

Osoby, które zaczynają praktykę medytacyjną, na samym początku zauważają, że nie są swoim ciałem, ponieważ w stanie medytacji ciało staje się przedmiotem poznania. Ponieważ czują swoje ciało, znaczy to, że nim nie są. To, co mogę poczuć, nie może być mną, bo ja jestem tą, która czuje, a nie tym, co czuje. Tak samo, jak nie możemy być zeszytem, poduszką czy szalem. W dalszym etapie praktykowania medytacji jesteśmy w stanie zauważyć coś niesamowitego. Potrafimy obserwować swoje myśli. Nie możemy jednocześnie czymś być i to obserwować. Nie jestem swoją myślą, jestem tą, która ją sobie uświadamia. 

Niesamowite prawda? Zastanówcie się chwilę nad tym. Widzicie te myśli? Jak je widzicie, możecie je dowolnie modyfikować w chwili, kiedy je sobie uświadamiacie?

Kreacja rzeczywistości

Wiemy już, że nie jesteśmy swoimi myślami. Dzięki temu możemy założyć, że nasze myśli tylko opisują rzeczywistość i może to być tak samo prawdą, jak kłamstwem. Jeśli nie mamy tej świadomości, to z góry zakładamy, że wszystko, co pojawia się w naszej głowie to prawda. Często tłumaczymy myślami swoje emocje. Kiedy źle się czujemy, w naszej głowie pojawiają się negatywne myśli, takie jak np. „nikomu na mnie nie zależy, wszyscy mają mnie w d#@!”. Takie myśli uznajemy za uzasadnienie naszych negatywnych emocji. „Mam kiepskie samopoczucie, bo nikomu na mnie nie zależy”. Wygląda to logicznie, dlatego nawet nie podejrzewamy, że jest tu ukryte kłamstwo czyli iluzja rzeczywistości. Nie możemy wiedzieć, skoro uznajemy nasze myśli za część nas samych.

Zrozumienie, że nie jesteśmy swoimi myślami, sprawia, że możemy zacząć tworzyć nową rzeczywistość opartą na naszych własnych zasadach. Wraz ze zmianą sposobu postrzegania myśli, zaczynamy zmieniać swoje życie. Nie oznacza to jednak, że my się zmieniamy! Nasze „ja” pozostaje stałe i niezmienne, a samorozwój pomaga nam, tylko odkryć kim jesteśmy. Negatywne myśli, czy ich natręctwo to „bród”, który osiadł na naszym prawdziwym „ja” i tak długo, jak się go nie pozbędziemy, nie będziemy w stanie odkryć, kim jesteśmy.

Akceptacja myśli

Każdą myśl musimy zaakceptować. Nie wmawiać sobie „Ty kretynko, jak możesz całe życie myśleć, że jesteś nic niewarta!”. Negatywne myśli nie sprawią, że zaczniemy lepiej postrzegać rzeczywistość. Będą one chwilowe i tak drastycznie sprzeczne z naszymi wcześniejszymi poglądami, że szybko wrócimy do swoich „prawdziwych” przekonań. To dlatego nasze złe myśli jak „jestem nic niewarta” musimy zaakceptować. Silna akceptacja daje znak do naszego mózgu, że szczerze zrozumieliśmy samych siebie. Odkryliśmy, dlaczego tak myślimy i możemy w pełni to zaakceptować. Tylko akceptacja może sprawić, że ruszymy z miejsca. Niektórzy boją się zaakceptować swoje słabości, błędnie uważając, że to sprawi, że przestaną się rozwijać. Całe szczęście to tylko kolejne negatywne przekonanie. A o tym, że jest to iluzja rzeczywistości, możemy się przekonać, doświadczając akceptacji.

Jak zacząć obserwować swoje myśli?

Czas na odpowiedź na pytania: „jak nie słuchać swoich myśli” i „jak nie być swoimi myślami”. By tego dokonać, musimy zrozumieć, jak pracują myśli i skąd się biorą, co już zrobiliśmy. Kolejnym krokiem jest praktyka. By móc zaobserwować myśli, powinniśmy zacząć praktykę medytacji lub inne treningi uważności. Samo przeczytanie książek o uważności nic nam nie da. Praktyka zaczyna się dość ciężko, nie rozumiemy bowiem jak mamy obserwować myśli i po co skupiać się tylko na oddechu. Kiedy mimo wszystko wytrwamy, doświadczamy poczucia, że nie jesteśmy swoim ciałem. Czujemy, jakby był to nasz „dom” i zaczynamy rozumieć, że musimy o niego zadbać. Ta część bardzo pomaga osobom, które wcześniej wiele razy próbowały zdrowego trybu życia, ale zawsze kończyły w restauracji z dużą pizzą (patrz, ja).

Później jest już łatwiej. Zaczynamy postrzegać myśli i to, że możemy je obserwować. Niektórzy, kiedy uświadomią sobie jakąś myśl, to ja „spychają”, inni, przekształcają ją w „chmurę” i pozwalają odlecieć.

Wraz kolejnymi tygodniami praktyki, zaczyna wzrastać świadomość myśli, dzięki czemu zaczynamy je sobie uświadamiać w sytuacjach codziennych. Coraz szybciej potrafimy też „zepchnąć” je czy dać im „odejść”.

Przykład: Jedziesz przez miasto i wkurzasz się na wszędobylskie korki. Jesteś zły. Swoją złość tłumaczysz sobie tym, że są korki. Ta myśl w połączeniu z emocją wzięła się z twoich przekonań. Możesz mieć przekonanie, że nie lubisz korków. W pewnym momencie, dzięki praktyce, dochodzi do ciebie, że władzę nad tobą objęły myśli. Zaczynasz rozumieć, skąd się one biorą. Odpowiadasz sobie na pytanie, co je powoduje i co powoduje tę złość. Odkrywasz swoje przekonanie. Akceptujesz to, że tak myślisz. Zaczynasz obserwować tę myśl i pozwalasz jej odejść. Na jej miejsce możesz wstawić nową, że zawsze będziesz miał w samochodzie książkę, którą poczytasz w czasie korków- bo lubisz czytać. W ten sposób zaczynasz lubić korki. Zmienia się twoje przekonanie. Zmienia się twoja rzeczywistość i to jak ją postrzegasz.

Świadomość, a pozytywne myśli

Mówcy motywacyjni mają tendencję do wmawiania nam pewnych przekonań. Chcą zaprogramować nasz mózg na pozytywne myślenie. Prawda jest taka, że programowanie to wciąż nie to samo co zrozumienie myśli. Bez zrozumienia, ciężko jest cokolwiek zmienić na stałe, bo zawsze prędzej czy później wrócimy do naszych „prawdziwych” myśli. Coś, w co wierzyliśmy całe życie, nie może zostać ot tak wyparte przez cudze słowa.* Co ciekawe, nawet mimo długoletniej praktyki uważności, przeciętny człowiek nie jest w stanie myśleć pozytywnie 24/7. To dlatego, że każdego z nas czasem dopadają negatywne emocje. I nie ma w tym nic dziwnego, a już na pewno nie jest to powód do rozumienia tego jako „porażki” na drodze do świadomego życia. Wręcz przeciwnie. Pełnię świadomości osiągamy również dzięki akceptacji złych chwil.

 

Zrozumienie, że nie jesteśmy swoimi myślami to klucz do samorozwoju. To też podstawa dla każdego, kto pragnie stworzyć życie, o jakim naprawdę marzy. Bez tego w kółko możemy powielać te same błędy i nigdy nie ruszyć z miejsca. Mam nadzieję, że wyczerpałam ten temat. Jeśli jednak wciąż coś wydaje się wam niejasne czy niezrozumiała, to pytajcie śmiało, chętnie odpowiem. I pamiętajcie: praktyka czyni mistrza, a im szybciej zaczniesz, tym szybciej nim zostaniesz.

 

*Mówię o ogóle, są przypadki gdzie np. opowieść o ciężkich przeżyciach tak kimś wstrząsnęła, że się zmienił- to jednak wciąć zmiana „ze strachu” przed czymś, a nie dzięki zrozumieniu.

Dodaj komentarz za pomocą facebooka lub zjedź niżej i skorzystaj z komentarzy Disqus

Komentarzy facebookowiczów

Trackback from your site.

You might also like

  • Faktycznie wydaje się to istotne z punktu naszego rozwoju, ale chyba ciężko uświadomić sobie, że nasze myśli są czymś oddzielnym. Tu zaczyna się walka z przekonaniami. O tego typu idei przeczytałam w książce Potęga teraźniejszości i choć sama książka do mnie nie przemówiła to znalazło się tam kilka perełek jak ta, o której piszesz. A czy mogłabyś polecić jakieś inne książki w tym temacie, o uważności oraz zmianie przekonań?

NEWSLETTER

FreshMail.pl