Styczeń bez zakupów (półmetek)

styczeń bez zakupów

Wraz z Nowym Rokiem postanowiłam zapanować nad wydatkami. Wszystko w szczytnym celu, by zaoszczędzone pieniądze móc odkładać na podróże. Szczegóły znajdziesz tutaj. Postanowiłam, że jakiekolwiek podsumowanie zrobię na końcu miesiąca, nie przewidziałam, że będę chciała podzielić się z wami moimi przemyśleniami już w połowie, bo styczeń bez zakupów okazał się być bardzo „wewnętrznym” przeżyciem…

Musisz to mieć!

Wcześniej nie zdawałam sobie sprawy z tego jak funkcjonuję. Dookoła bombardują mnie reklamy i zbudowane wizje idealnego życia zaraz po tym jak kupię produkt X czy Y. Wszyscy to robią na każdym kroku i szczerze, myślałam, że jestem na to odporna. Studiowałam reklamę dlatego doskonale wiem jak to działa. Niestety, myliłam się o to bardzo. Rozpoczynając wyzwanie byłam pełna pozytywnej energii i wydawało mi się, że będzie to przyjemne i proste doświadczenie. Niestety już w pierwszym tygodniu okazało się, że bardzo się myliłam.

Walka z samym sobą.

Mimo świadomości zabiegów reklamowych, nie potrafiłam przejść przez sklep obojętnie. Każdą pojedynczą rzecz analizowałam i rozmyślałam, czy to potrzeba czy zachcianka. Mój mózg przez te wszystkie lata nieprzemyślanej konsumpcji został na tyle zmanipulowany, że ciężko było mi odpowiedzieć na pytanie czy kupno zielonej herbaty to potrzeba czy zachcianka. Może to wydaje się śmieszne, kiedy to czytacie ale naprawdę, czy zastanawialiście się kiedykolwiek nad najprostszymi kupowanymi rzeczami? Czy faktycznie potrzebujecie ich do życia, czy ktoś kiedyś sprytnie wmówił wam, że bez tego nie da się żyć?

Styczeń bez zakupów- półmetek.

To już 14-sty dzień wyzwania i już wiem, że napawam się dumą i radością, że idzie mi tak dobrze. W tym miesiącu kupiłam dwie ponadprogramowe rzeczy: notes, w którym już rozpoczęłam projektowanie swojego bullet journala i krem do twarzy (na mrozy). Obie te rzeczy kupiłam, po długich rozmowach z samą sobą czy naprawdę tego potrzebuję. O ile w kwestii kremu nie było „ale”, tyle z notesem rozprawiałam się całe dwa dni. Ostatecznie posłuchałam swojego wnętrza, które podpowiadało mi, że system planowania bujo, jest idealny dla mnie. Jeśli chodzi o jedzenie tutaj sprawa bardzo fajnie się rozwinęła. Zaczęłam nie tylko kupować jedzenie świadomie, bo przez pryzmat „potrzeba czy zachcianka” ale też nauczyłam się robić sobie jedzenie do pracy. To naprawdę duża oszczędność, ponieważ wcześniej zawsze kupowałam jedzenie w drodze do pracy.

Ah. teraz jeszcze mi się przypomniał nadprogramowy wydatek. Odwiedziłam koleżanki w restauracji i nie wyszłam bez zjedzenia pizzy. To była zachcianka, zdecydowanie. Równowartość wydanej kwoty już włożyłam do skarbonki. Ponieważ mój sposób na karę, to odkładanie tego co straciłam, tak że „tracę” z portfela 2xwięcej.

Oszczędzania ciąg dalszy.

Zamierzam oczywiście dalej trwać w wyzwaniu z nadzieją, że w drugiej połowie uda mi się już nie wydać żadnych nadprogramowych pieniędzy. Przy okazji polecam takie wyzwanie każdemu, bo naprawdę niesamowicie zwiększa naszą świadomość jako konsumentów! Dajcie znać w komentarzach jakie są wasze doświadczenia z bezmyślnym konsumpcjonizmem i czy też jesteście podatne na to co mówią reklamy.

Dodaj komentarz za pomocą facebooka lub zjedź niżej i skorzystaj z komentarzy Disqus

Komentarzy facebookowiczów

Trackback from your site.

  • Ja też próbuję ograniczyć wydatki, ostatnio wzięłam się za to na poważniej. Szczególnie jeśli o garderobę idzie. Zdałam sobie sprawę, że od września nie kupiłam żadnych nowych ciuchów, butów i torebek… I mam co na siebie wdziać. 🙂 Czasem to prostsze, czasem trudniejsze… Czasem już miałam coś pięknego w koszyku, ale jeszcze nie dobrnęłam do zamówienia.

    Powodzenia!

NEWSLETTER

FreshMail.pl